Pod gołym niebem, pod znieczuleniem
Jak ślepy człowiek chodziłeś błednie
A życie obok płyneło rzeką
Sam sobie byłeś biednym kaleką
Staczałeś sie jak z góry kamienie
Do dna ci było bliżej niż na powierzchnie
A byli ludzie chcieli ci pomóc
Na wyciągnietą dłon im naplułeś
Jak dziecko z lekiem w oczach wcią?
Ty szukasz swego światła w środku nocy
Jak ama co wprost do ognia leci
Ty szukasz tej jednej z nowych dróg
Chemia na radośa, chemia na smutek
Sam sobie byłeś tak jakoś na złośa
Młodo umieraa to nie jest sztuka
Wiec wcią? zabijasz czarnego kruka
|